Covid-19 w kościele

Covid-19

Pandemia to słowo, którego często używamy od 17 listopada 2019 roku. Cały świat zmienił się przez epidemię, która zaczęła się w mieście Wuhan. Między innymi w Polsce odczuwamy skutki koronawirusa SARS-CoV-2. Obostrzenia, które pojawiły się na wiosnę dwa tysiące dwudziestego drugiego roku, zanikły z początkiem lata i powróciły ponownie jesienią. Dziś każdy obywatel przyzwyczaił się do zakazów, jakie wprowadził rząd. Pojawiające się kolejne zakazy nie szokują nas. Jak miało to miejsce na początku zarazy. Noszenie maseczek ochronnych czy szalików, apaszek tak, aby zakrywały nam nos i usta powinniśmy mieć już w małym palcu. Prawda tymczasem jest inna, ludzie podzielili się na parę grup. Dzielenie polega na osoby, które noszą maseczki i je zmieniają. Osoby, które noszą, ale ich nie zmieniają oraz na tych, co w ogóle ich nie zakładają. W sklepach zostali zatrudnieni dodatkowi pracownicy, którzy zajmują się spraszaniem czy klienci noszą maseczki oraz dezynfekują dłonie. Policja patroluje miasto, sprawdzając obywateli, czy dbają o własne zdrowie. Kościoły natomiast żyją własnym rytmem, obostrzenia w świątyniach są luźne. Sami wierzący są nieodpowiedzialni. Przekraczając, próg domu bożego nie byli i nie są chętni dezynfekować dłoni, mimo znajdującego się środka. Natomiast zamoczenie palca w aspersorium jest nadal popularne, wody święconej w nim nie brakuje. Maseczki, które mimo wzniesienia 30 maja w pewnych miejscach cały czas obowiązywały. Założone musieliśmy mieć w komunikacji miejskiej, sklepach, urzędach i [i] kościołach [/i]. Zakrywanie nosa i ust jest czymś obcym w kościele. Na palcach u jednej dłoni mogliśmy i możemy nadal zliczyć ludzi, którzy mają je założone w świątyniach. Księża nie zwracają uwagi wiernym, aby założyli maski, nie proszą również o zachowanie dystansu społecznego. Przepełnione kościoły pękają wszach, wierni zapominają w nich o obostrzeniach.
Przykład braku zainteresowania wierzącymi mogliśmy zaobserwować w jednej wsi położonej niedaleko Warszawy. Ksiądz mimo trwającej pandemii ani razu nie poprosił wiernych o założenie maseczek. Nie wspomniał o tym, aby ludzie dezynfekowali, dłonie nie wspominając o zachowaniu bezpiecznej odległości. Świątynia była dezynfekowana w nie dość odpowiedni sposób. Pewna kobieta z dzieckiem kilka mszy stała przed kościołem z obawy na wejście do środka. Kiedy ludzie nie przejmowali się tym jakie skutki może mieć ich nie odpowiedzialność, matka z dzieckiem w zimnie na deszczu trwała. Na kolejną mszę nie dotarli. Ponieważ syn, jak również ona się przeziębli. Chłopca, który ma dziewięć lat. Czeka w przyszłym roku Pierwsza Komunia Święta. Niestety sytuacja panująca w tej parafii uniemożliwia uczestniczenia chłopcu w zajęciach przygotowawczych z powodu nieodpowiedzialności kościoła. Matka boi się chodzić z dzieckiem.
Nawiązując do sytuacji pewnej kobiety, wyciągnijmy wnioski. Pamiętajmy o zdrowiu swoim oraz innych. Przestrzegajmy nakazów, dajmy funkcjonować każdemu w tych ciężkich czasach. Poprośmy księży w naszej parafii, jeśli tego nie robią, aby zwracali uwagę wierzącym o przestrzeganiu restrykcji.